bip

3200 kilometrów w obronie praw zwierząt

3200 kilometrów w obronie praw zwierząt
03.07.2015

Legniczanin Franciszek Gogół wraz ze swoim czworonożnym przyjacielem Dino, witani oklaskami przez przyjaciół i mieszkańców zakończyli dzisiaj (3 lipca) swój słynny bieg dookoła Polski.

Pokonali 3200 kilometrów w 64 dni, czyli dziennie około 50 kilometrów, po 10-12 godzin każdego dnia. Pan Franciszek pchał przed sobą 40 kilogramowy wózek wraz z ekwipunkiem i psem Dino właśnie.

- Mój przyjaciel był na wakacjach – śmieje się pan Franciszek. – Ja byłem w tej wyprawie silnikiem.

3200 kilometrów w obronie praw zwierząt 1

3200 kilometrów w obronie praw zwierząt 2

3200 kilometrów w obronie praw zwierząt 3

3200 kilometrów w obronie praw zwierząt 4

3200 kilometrów w obronie praw zwierząt 5

Bieg w obronie praw zwierząt był sukcesem. Ten niezwykły duet witano w różnych częściach kraju bardzo serdecznie. Ludzie zapraszali ich do domów na posiłek i zdarzało się - na nocleg.

- We Fromborku przywitały nas same panie – wspomina biegacz. - Przygotowały wspaniałe przyjęcie, oprowadziły po mieście. Było wspaniale, rodzinnie. Z kolei Nowy Dwór zaprosił nas na wakacje.

Nie zawsze jednak było tak miło. W górach zaskoczyła ich nagła burza. Lał deszcz, biły pioruny. Dino się mocno przestraszył. Nie było się gdzie schronić. Biegli dalej i uciekli burzy.

- W czasie wyprawy znalazłem siedem bezpańskich psów - wylicza biegacz. – Zaopiekowałem się nimi. Mam nadzieję, że dzięki temu biegowi w jakiś sposób pokazaliśmy, że zwierzęta są naszymi przyjaciółmi.

3200 kilometrów w obronie praw zwierząt 6

3200 kilometrów w obronie praw zwierząt 7

3200 kilometrów w obronie praw zwierząt 7

3200 kilometrów w obronie praw zwierząt 9

3200 kilometrów w obronie praw zwierząt 11

3200 kilometrów w obronie praw zwierząt 13

Pan Franciszek i jego przyjaciel Dino wrócili do Legnicy w dobrej formie. Biegacz lżejszy o 7 kilogramów. Zdarł podczas biegu trzy pary butów. Naciągnął też mięsień nogi. I przez kilka dni truchtał z zaciśniętymi zębami. Jednak warto było.

Koledzy witając go, byli dumni. Przywitali po swojemu. – Franek, wracaj do pieców – zażartował jeden z nich. Dlaczego tak? Bo pan Franciszek jest zdunem. I stawia piece tak samo dobrze, jak biega.

Franciszek Gogół ma 57 lat. Mieszka na Zakaczawiu. Jest zdunem. Ten ciężki zawód wykonuje od 40 lat. I jak powiada, ta praca hartuje. Nie lubi siedzieć bezczynnie, a za najlepszy sposób na zajęcie w wolnym czasie uważa sport, który jest jego pasją od najmłodszych lat. Uprawiał lekkoatletykę i kolarstwo szosowe. W 2011 roku na rowerze przejechał wokół Polskę. Właśnie podczas tego rajdu na jednym z etapów znalazł w rowie porzuconego psa.

3200 kilometrów w obronie praw zwierząt 14

- Nie miałem możliwości zaopiekowania się nim – wspomina pan Franciszek. – Zostawiłem mu swoje jedzenie, wodę i pojechałem dalej. Ale wówczas zrodził się w mojej głowie pomysł, by zawalczyć o zwierzęta, zwrócić uwagę ludzi na ich czasami okrutny los. W jaki sposób najlepiej? Właśnie biegnąc dookoła Polski wraz z psem.

- Wszyscy jesteśmy z pana dumni – mówił na powitanie biegacza prezydent Legnicy Tadeusz Krzakowski. – Wspaniała, humanitarna postawa i jak wielkie wyzwanie. Tak trzymać, panie Franciszku!

Dwa lata temu Franciszek Gogół przygarnął szczeniaka „Dino”. Gdy pies podrósł, zaczął ze swoim panem biegać. Jako że Dino jest raczej nieduży, więc się męczył. Pan Franciszek kupił specjalistyczny wózek, w którym podczas biegu pies odpoczywa. Gdy odpocznie, wyskakuje i biegnie razem z panem. Tak właśnie biegli dookoła Polski.

Opublikował: mbanaszkiewicz_l | Dodano: 03.07.2015 | Wyświetleń: 383
Powrót na listę aktualności

Zobacz także

Aktualności Rss