Legnica - Oficjalny Portal Miasta

bip

Częściej zabija się słowem

Częściej zabija się słowem
16.01.2019

Publikujemy komentarz prezydenta Legnicy Tadeusza Krzakowskiego dla Gazety Wyborczej Wrocław, który ukazał się 16 stycznia br., w związku z tragiczną śmiercią prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza.

http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,24367766,czesciej-zabija-sie-slowem.html

 

To zdarzenie jest wstrząsające, szokujące, nieprawdopodobne. Pokazuje, jakie życie może być brutalne. I żadne słowa nie wyrażą bólu.

Napastnik mógł zaatakować prezydenta Adamowicza w innych okolicznościach. Ale potrzebował spektaklu.

A przecież my, samorządowcy, pracujemy z ludźmi, dla ludzi i wśród ludzi. Ja też w niedzielę, podobnie jak prezydent Adamowicz, byłem wśród ludzi i o tej samej porze stałem na scenie, uczestnicząc w święcie radości, jakim jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.

Nie chcę bagatelizować zagrożenia, ale nie zmienię się. Wychodzę do legniczan, by ich poznawać i z nimi rozmawiać. Dyskutujemy, podaję im rękę, często spotykamy się, gdy jest już ciemno. Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. Taka jest nasza praca. Nie możemy poddać się terrorowi, choć trudno sobie wyobrazić, jak w takiej sytuacji zapewnić bezpieczeństwo. Trzeba się jednak zastanowić, jak to zrobić.

Zresztą zagrożenie nie dotyczy tylko prezydentów miast, lecz wszystkich pracowników administracji. Przecież oni też spotykają się z osobami niezadowolonymi, które nie zgadzają się z wydanymi decyzjami - są bowiem przekonane, że wynikają one ze złośliwości, a nie z przepisów. Zdarzało się już przecież grożenie urzędnikom słowami, nożem, czy nawet oblanie kwasem.

Nie chcę upolityczniać tego zdarzenia. Napastnikiem był przecież człowiek, który ma za sobą rozboje. Trzeba jednak popatrzeć na to, co dzieje się w naszym państwie. Prezydenta Adamowicza zaatakowano nożem, ale znacznie częściej zabija się słowem: w mediach i na profilach społecznościowych. Robią to politycy, ale i zwykli mieszkańcy, którzy korzystają z anonimowości. A to nie mieści się w granicach krytyki.

Sam mam takie doświadczenie z okresu ostatniej kampanii samorządowej, gdy atakowano mnie w anonimowej gazetce. A to ma skutki także później - w ludziach zostaje bowiem przeświadczenie, że może jestem złodziejem albo jakimś łobuzem. I pojawiają się niezdrowe emocje.

Przeżywamy w Polsce kryzys norm życia społecznego. Nie ceni się ludzi, nie ma kultury języka, nie dotrzymuje się danego słowa. W polityce pojawili się bowiem ludzie, dla których obowiązujące kiedyś normy i zasady nie mają żadnych wartości. Nie szanują autorytetów i dokonań innych, więc opowiadają, że w Polsce nic się nie zmieniło przez ostatnie 30 lat. Wiedzą, że im bardziej szokują, tym częściej będą pokazywani. I w ten sposób budują swoją pozycję.

Zresztą ofiarami tych ataków są niemal wszyscy, nie tylko samorządowcy. Bo bezpodstawnie podważa się też wiedzę lekarzy, inżynierów, prawników. A przecież ten człowiek w Gdańsku też uznał, że ma prawo do wyrażenia swoich poglądów i agresji.

 

 

 

Opublikował: Zygmunt Mułek | Dodano: 16.01.2019 | Wyświetleń: 440
Powrót na listę aktualności

Zobacz także